Polski ład, nowy ład, a tymczasem dostajesz kilka złotych mniej czy więcej na konto i naprawdę nie rozumiesz, o co w tym wszystkim chodzi. Obniżone podatki i podniesione składki zdrowotne, czy na odwrót: co za różnica, tobie ani ten VAT, ani te podatki nie są do niczego potrzebne. Najchętniej w ogóle byś ich nie płacił, bo po co? Jak to jest z tymi daninami i czym jest tajemnica krzywa Laffera?
Po co właściwie są podatki?
Nie da się uniknąć płacenia podatków, bo to obowiązkowe świadczenia i trzeba je odprowadzać. Co ciekawe, nawet jeśli nie masz kompletnie żadnych dochodów, także płacisz podatki, bo zaszyte są w cenach towarów, które kupujesz. Płacisz też podatek od tego, co posiadasz np. od nieruchomości. Tak, żeby nie utrudniać, czy tego chcesz, czy nie opłacasz kilkanaście podatków, nazywanych cłem, akcyzami czy wprost podatkiem. To pieniądze, które zabiera związek publicznoprawny, taki jak gmina, samorząd i państwo i właściwe nie przeznacza ich na konkretny cel. Teoretycznie przeznaczone są na realizację zadań publicznych: utrzymanie dróg, wojska czy wypłatę świadczeń socjalnych. Ot, na co tam rząd uważa.
Krzywa Laffera a funkcja fiskalna, redystrybucyjna i stymulacyjna
Nie ma siły, bez podatków państwo nie dałoby rady istnieć. To z podatków i ich funkcji fiskalnej pochodzi większość dochodów skarbu. Jednocześnie to najstarsza funkcja podatków, bo już w czasach starożytnych rząd musiał się z czegoś utrzymywać. Z kolei funkcja redystrybucyjna to nic innego, jak zabawa w Janosika. Rząd pobiera podatki od bogatych, po to, by wręczyć pieniądze biednym. Wreszcie stymulacja, czyli wspieranie tych, którzy z rozmaitych względów są potrzebni: takich, a nie innych form działalności czy prowadzenia określonych kategorii firm.
Ile powinny wynosić podatki?
Zapewne, jeśli nie odnosisz bezpośrednich korzyści z wpłat podatków, na przykład w postaci świadczeń socjalnych uważasz, że prawidłowa odpowiedź brzmi okrągłe zero. Tylko wtedy nie dałoby się utrzymywać pożytecznych społecznie instytucji, jak choćby szkół, szpitali, domów starców, policji i wielu, wielu innych. Dobrze, ale te instytucje nie działają idealnie, myślisz sobie, a rząd nieudolnie prowadzi sprawy społeczne i źle dystrybuuje dochody, bo biedni nadal mają za mało. W porządku jest rozwiązanie: podatki powinny wynosić 100%. Tylko masz ochotę pracować, po to, by nie zarabiać żadnych pieniędzy? Niekoniecznie, prawda.

Krzywa Laffera – co to?
Warto dodać, że jest to pojęcie z ekonomii, a ściślej mówiąc – z makroekonomii. Krzywa Laffera przedstawia związek między poziomem opodatkowania dochodów (czyli nas zwykłych obywateli), a wielkością pieniędzy z tego tytułu wpływającą do budżetu. Otóż wykres krzywej Laffera rośnie aż do określonego punktu nasycenia. Po osiągnięciu tego punktu, wykres spada, co oznacza, że im wyższe podatki tym mniejszy wpływ do budżetu państwa. Zatem podnoszenie podatków do pewnego momentu ma sens. Jednak po przekroczeniu progu, okazuje się, że kuriozalnie wyższe podatki powodują niższe wpływy dla państwa.
Krzywa Laffera w Polsce
Znalezienie złotej równowagi to chyba najtrudniejsze zadanie rządu. Jeśli podatki wynoszą 0 to budżet państwa ma 0 na koncie. A nie o to chodzi, bo jednej strony, ważne jest, by mieć jak największe wpływy podatkowe, bo wtedy rząd jest silny i może wypełniać swoje funkcje w sposób prawidłowy. Z drugiej strony podniesienie podatków zwiększa udział państwa w redystrybucji i stymulacji przedsiębiorstw, bo mówiąc wprost, jest z czego dokładać przedsiębiorcom. Tyle że wysokie podatki to maksymalna niechęć do ich płacenia przez przedsiębiorstwa. Wzrost podatków oznacza więc, że przedsiębiorcy zaprzestaną działalności lub uciekną do szarej strefy, po to, by przestać je płacić. Rozwinie się przemyt, nielegalna produkcja i wzrost bezrobocia, bo nie będzie opłacało się zatrudniać pracowników.
Tak się stało przed 2000 rokiem w Polsce, gdy podniesiono akcyzę na wyroby spirytusowe do 50%. W tym momencie fabryki przestały pracować, co wcale nie oznaczało, że ludzie przestali pić, tyle że pozyskiwali alkohol z nielegalnych źródeł. Dopiero gdy akcyza spadła do 30% sytuacja wróciła do normalności. Czy polski ład to nie za dużo? Czas pokaże, ale krzywa Laffera naciągnęła się w łuk.



